Mar 19 2012
nauka
„Nauka po polskiemu” i chce się trochę popsychologizować nad barierami w publikacjach. Z drugiej strony, jeśliby tu kiedyś zaglądnęła Adriana Trojanowska, mogłaby to przyjąć z humorem, ale równie dobrze ze zniesmaczeniem – w końcu to wchodzenie z butami w jej procesy decyzyjne. I co tu zrobić?
Na pewno część takich zapór informacyjnych bierze się z pójścia po linii najmniejszego oporu. Publikacja w piśmie Springera czy Elseviera może się wydawać za wysokimi progami. Łatwiej zapłacić te kilkaset złotych KOKiK PAN albo innej instytucji wydającej takie pisma (w polskiej inżynierii środowiska jest kilka takich pism) i mieć w miarę pewną publikację z mniej stresującymi recenzentami, którzy odrzucą raczej coś naprawdę żenującego, a mówimy o naukowcach, którzy jednak jakieś doświadczenie czy obserwację i tego opis zrobić potrafią, więc raczej żenujących tekstów nie stworzą. Pewnie tak jest z wieloma publikacjami, które są potrzebne młodym, mało doświadczonym naukowcom do spełnienia minimum doktoratowego albo nabrania szlifu. Pewnie tak jest z publikacjami, które są potrzebne autorom do wypełnienia jakichś formalności (nawet pracownik dydaktyczny, nie tylko naukowy przy ocenie okresowej może wykazać się jakąś publikacją raz na kilka lat), ale bez ciśnienia na impact factor, współczynnik Hirscha i listę filadelfijską. Wtedy takie prace w istocie nie niosą przełomowych odkryć, tylko stanowią kolejną cegiełkę w wielkiej budowli nauki. Tak bywa z pracami minitoringowymi. Sztucznie zbudowany zbiornik wodny na rzece jest zwyczajnym odstojnikiem. Takim samym jak te w oczyszczalniach ścieków. Do tego tama zakłóca naturalne przemieszczanie się osadów rzecznych, tych mechanicznych jak i tych biologicznych. Zbieranie się tych osadów, osadzanie na dnie… i td. co opisał autor na samym początku. Zapobiec temu się nie da. Próby pomniejszania efektów odstojnika są oczywiście drogie. Ale jest jeszcze inny problem z takimi zbiornikami. Doskonałym przykładem jest Zalew Sulejowski. To jego biologiczne zarastanie. Po pewnym czasie zamiast zbiornika powstanie bagno. To jest efekt wzbogacenia pokarmowego (nawozowego) spływającymi np. z pól nawozami. I to jest też efekt ciepłoty wody, bowiem zbiornik ten jest stosunkowo płytki i woda szybko się nagrzewa od słońca. Rozwój roślin dennych jest niesłychanie szybki. Praktycznie już teraz całe dno jest porośnięte gęstą roślinnością, która na dodatek zatrzymuje na sobie sinice i razem z nimi gnije dodatkowo nawożąc akwen. A sinica na zalewie pojawia się w Czerwcu i rozwija bujnie do września. Rozwija się tak bujnie, że sama ma kłopoty by w takim tłoku przetrwać i umiera, tworząc przy okazji pływające fioletowe wyspy. A smród jest na zalewie taki jak w prymitywnej kloace. I pytanie do autora: czy znane są Tobie jakieś tanie sposoby oczyszczania takich zalewów? Przy okazji Zalew Sulejowski zbudowano celem zapewnienia miastu wody. Włókiennicza kiedyś Łódź zużywała wody ilości monstrualne i to wody oligoceńskiej aż tej przestało wystarczać i konieczne stało sie dostarczenie brakującej z Pilicy. Teraz wody z głębi wystarcza i z Pilicy wydobywa się jedynie niewielkie ilości ale zmieniono technologię i pobiera się z pod dna rzeki. Zarastanie zalewu nikogo już nie martwi. A swoją drogą czemu twórcy projektu nie przewidzieli tak oczywistych rzeczy a np. stworzyli strefę ochronną i np. ni można było na pewnym odcinku poić krów.Renomowane pisma nie widzą w nich nic innowacyjnego, ale są nieocenionym (i często właśnie niedocenionym) źródłem informacji o lokalnym środowisku i jego zmienności. Można by uznać, że praca Trojanowskiej i in. jest właśnie taka – zbadano emisję w czterech polskich zbiornikach, co niekoniecznie interesuje limnologów z Holandii czy Hondurasu. Ale jak już wspomniałem, Trojanowska publikowała już w niezłych pismach, więc nie jest nieśmiałą debiutantką. Publikuje stosunkowo dużo, więc też odpada wizja wykładowcy czy inżyniera, który pisuje dla przyzwoitości raz na dziesięć lat. Konferencje sa wielkie, multidiscyplinarne, swietna okazja zeby poznac ludzi i problemy z okolicznych dzialow nauki.
Czesto wyklady medalowe sa swietne, niespecjalistyczne ale wlasnie interdyscyplinarne. Inna rzecz ze zeby rozsadnie skorzystac z takiej konferencji trzeba kilka godzin spedzic na ukladaniu programu indywidualnego, na szczescie sa na stronach konferencji aplikacje ktore bardzo w tym pomagają.Jej publikacje zahaczają jednak o dość zróżnicowane aspekty hydrochemii, nie wygląda na to, żeby metan w zbiornikach wodnych był jej całym światem, więc można by pomyśleć, że nie doceniła wagi swoich wyników. Ze wstępu artykułu wynika jednak, że autorzy zdawali sobie sprawę z aktualności tematu zahaczającego o antropogeniczny efekt cieplarniany. Może więc uznali, że te kilka zbiorników nikogo nie obejdzie. Z kolei zespół DelSontro uznał, że jeden zbiornik wystarczy, żeby zainteresować świat i miał rację. Trzeba jednak przyznać, że badania DelSontro i in. choć ograniczone do jednego zbiornika, były bardziej systematyczne. Czy pisma o wyższym prestiżu przyczepiłyby się do metod Trojanowskiej i in. z większym rygoryzmem niż do metod DelSontro? A może powód był jakiś bardziej prozaiczny? Publikacja w Tece była pokonferencyjna. Może np. Trojanowskiej zbliżał się czas rozliczania grantu i trzeba było wygłosić prezentację i wydać artykuł szybko, więc skoro pojawiła się okazja, to Trojanowska nie przejmując się prestiżem publikacji i potencjałem cytowalności, wybrała właśnie to?
